Ostatni dzień do ponad 1500 km do przejechania. Rano się nie spieszymy. Jest czas na śniadanie i kąpiel w morzu po raz ostatni. Startujemy około 11.00. Droga to głównie autostrada, z przerwami w Macedonii i częśći Serbii. Belgrad mijamy w dzień częściowo skończoną obwodnicą, Budapeszt już w nocy. Ponieważ przez Słowację i Czechy jedziemy bez winietek, przejeżdżamy tuż obok zamku w Bratysławie. Do Polski wjeżdżamy chyba około 5 rano, we Wrocławiu meldujemy się o 7.00. Po 20 godzinach w trasie zasługujemy na sen.
Trasa dzień 13 - Grecja - Polska
Zapraszam na mojego bloga. Piszę o wycieczkach, które miałem przyjemność przeżyć - w Polsce, na Bałkanach, pieszo, samochodem, zwiedzając czy wędrując przez dzicz.... Piszę by pamiętać o tym gdzie byłem, by komuś coś pomóc lub doradzić (sam często szukam informacji gdzie i jak jechać), udało się też zrobić parę ładnych zdjęć, którymi chciałbym się podzielić. Oczywiście będę wdzięczny za wszelkie uwagi i komentarze.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bałkany 2014. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bałkany 2014. Pokaż wszystkie posty
sobota, 7 czerwca 2014
piątek, 6 czerwca 2014
Bałkany 2014 -Dzień 13 - plaża pod Olimpem....
To już ostatni dzień urlopu. Decydujemy nie wchodzić na szczyt - jest tam dużo śniegu, a my jesteśmy po prostu zmęczeni. Śpimy przy samej plaży, wieczorem sączymy na niej wino, by o 4 rano wstać i obejrzeć wschód słońca. Następnie przez cały dzień leniuchujemy i odpoczywamy, myśląc o jutrzejszej podróży. Plaża jest świetna - piaszczysta, szeroka, bez tłoku (dla Greków nadal jest za zimno?). Z morza doskonale widać zaśnieżony szczyty, podczas gdy u nas jest prawie 40 stopni w słońcu. Szkoda że to już koniec...
czwartek, 5 czerwca 2014
Bałkany 2014 - Dzień 12 - Delfy i na północ....
Campingi (i same Delfy) leżą dosyć wysoko i nad ranem jest po prostu zimno. Na szczęście bardzo szybko wstaje słońce a niebo jest niemal bezchmurne, co motywuje do wstania. O 10.00 rano jest tak gorąco, że nie da się wytrzymać - chyba zaczyna się w Grecji lato....
Zaczynamy od bardzo dobrze wyposażonego i ciekawego muzeum. Obok ateńskiego jest kolejnym must see i - pomimo że mamy już trochę dosyć starożytnych rzeźb i ruin po kilku dniach ich ciągłego zwiedzania - z chęcią przechodzimy przez kolejne sale.
Amfiteatr:
Stadion:
Temperatura zbliża się chyba do 40 stopni - tak gorąco chyba jeszcze nie było podczas tej wycieczki, kończąc zwiedzanie jeszcze przed południem jedziemy nad morze na południe, pomimo że to w przeciwną stroną, niż nasz docelowy kierunek. Chcemy jednak skorzystać jeszcze z pogody, zwłaszcza że dziś do wieczora mamy do przejechania pół Grecji.
Widok na górskie szczyty wokół Delf, dobrze widoczna łacha śniegu:
Dalej jedziemy na Riwierę Olimpijską - tam planujemy ostatni nocleg (ostatecznie lądujemy - i polecamy to miejsce - http://camping-arion.gr/en/)
Trasa dzień 12
Zaczynamy od bardzo dobrze wyposażonego i ciekawego muzeum. Obok ateńskiego jest kolejnym must see i - pomimo że mamy już trochę dosyć starożytnych rzeźb i ruin po kilku dniach ich ciągłego zwiedzania - z chęcią przechodzimy przez kolejne sale.
Dalej idziemy w kierunku wykopaliski, zajmujących olbrzymi teren na zboczu okolicznego wzgórza. Ścieżka wspina się po kolejnych partiach dawnego miasteczna. Całość jest zachowana niekiedy bardzo dobrze i wypada polecić Delfy każdemu miłośnikowi starożytności. Nie ma tutaj aż takiej mnogości jak w Atenach, ale Delfy jako całość prezentują się znakomicie. Mijamy zatem kolejne, nieźle opisane części dawnej osady, kolejne fundamenty zabudowań, świątynie, by na górze dojść do wbitego klinem między skały amfiteatru, a nad nim wspiąć się jeszcze do bardzo dobrze zachowanego stadionu.
Delfy są także przepięknie położone, serwując zwiedzającym także stromą wspinaczkę, ale w zamian dając przepiękne widoki. W górze drzew już prawie nie ma, sporo jest za to skał i górskiej suchej roślinności. Z kolei w dole przepięknie zieleni się dolina a wokół jak okiem sięgnąć górskie szczyty.
Amfiteatr:
Stadion:
Temperatura zbliża się chyba do 40 stopni - tak gorąco chyba jeszcze nie było podczas tej wycieczki, kończąc zwiedzanie jeszcze przed południem jedziemy nad morze na południe, pomimo że to w przeciwną stroną, niż nasz docelowy kierunek. Chcemy jednak skorzystać jeszcze z pogody, zwłaszcza że dziś do wieczora mamy do przejechania pół Grecji.
Po drodze natykamy się na widok znajomy już z innych państw bałkańskich:
Mijamy Iteę (przemysłowe miasto, port), starając się odjechać choćby do następnej zatoki. Kierujemy się na południowy zachód i jeszcze przed Galaxidi znajdujemy idealne miejsce. Auto zostawiamy po drugiej stronie drogi, która biegnie 15 m od brzegu morza. Na szczęscie ruch nie jest tutaj zbyt duży i nie przeszkadza nam w plażowaniu. Ponownie - plaża jest pusta, morze czyste a słonce przypieka niemiłosiernie, czyli jest tak jak być powinno.
Widok na górskie szczyty wokół Delf, dobrze widoczna łacha śniegu:
Dalej jedziemy na Riwierę Olimpijską - tam planujemy ostatni nocleg (ostatecznie lądujemy - i polecamy to miejsce - http://camping-arion.gr/en/)
Trasa dzień 12
środa, 4 czerwca 2014
Bałkany 2014 - Dzień 11 - Epidavros, Kanał Koryncki i do długa droga do Delf
Główny punkt na rano, i cały dzisiejszy dzień to największy w całej Grecji amfiteatr. Jedziemy do ruin starożytnego miasta Epidavros. Położone w górach, wśród sosnowych gajów, wyróznia się niezwykle zdrowym klimatem (juz w starożytności służyło przeto jako uzdrowisko). Zmierzamy od razu do najbardziej znanego zabytku w okolicy - amfiteatru zbudowanego w skałach, wysokiego na klikadziesiąt metrów i mogącego pomieścić kilkanaście tysięcy widzów. Co istotne, Grecy wykorzystali naturalną akustykę miejsca, swoistej skalnej niszy i tylko je zagospodarowali. Jak świetnie to działało pokazuje przewodnik jednej z wycieczek, wykonując opisywany w przewodnikach "numer z monetą". My akurat jesteśmy w ok. 2/3 wysokości, więc jesteśmy dobrymi weryfikujacymi. Przewodnik rzuca monetę z wysokości ok. 1.5 m na ziemię i wszyscy w teatrze słyszymy jak pada na ziemię. Głosy z dołu na górze również słychac doskonale. Miejsce to ponoć nadal jest czynne jako podium dla artystów czy muzyków i mocno żałujemy, że nie zobaczymy żadnego przedstawienia, ale dzis śpimy już gdzieś indziej.
Oprócz teatru w Epidauros zwiedzamy także pozostałą część ruin, które robią jednak znacznie mniejsze wrażenie
Jedziemy nad morze - mamy zaplanowany solidny odpoczynek, chcemy poleżeć parę godzin do popołudnia i wypocząć. W Palaia Epidavros dojeżdżamy autem nad sam brzeg morza. Na plaży oprócz nas jest tylko jakiś holenderski karawan. Pomimo że pogoda trochę pochmurna, to korzystamy z czystej i ciepłej wody. Tutaj jak chyba nigdzie widać, że w Grecji 4 czerwca to nie jest jeszcze nawet początek sezonu :)
Zostawiając Peloponez zjeżdżamy z autostrady i jadąc drogą krajową zatrzymujemy się przy widokowym punkcie nad Kanałem Korynckim. Z bliska robi on naprawdę duże wrażenie, a płynący w dole pokaźnych rozmiarów statek wydaje się być rozmiarów łódki.
Dalsza droga do Delf jest niezwykle malownicza i więcej zdjęć nie ma tylko z tego powodu, że jednak musieliśmy dotrzeć na miejsce o rozsądnej porze. Na zmianę wjeżdżamy na górskie przełęcze i zjeżdżamy do malowniczych płaskich dolin, z których obserwujemy z kolei okoliczne szczyty, niektóre pokryte śniegiem.
Trasa dzień 11
wtorek, 3 czerwca 2014
Bałkany 2014 - Dzień 10 - Argolida - Mykeny i Nauplion
Ateny żegnają nas porannym deszczem, ale co tam... Jedziemy na południe, licząc, że zostawimy go gdzieś po drodze. Mijamy potężny port w Pireusie, przekraczamy autostradą Kanał Koryncki (więcej w kolejnym dniu) i już jesteśmy na Peloponezie. Kierujemy się na Mykeny, gdzie chcemy zobaczyć pozostałości najstarszej z greckich cywilizacji.
Dobrze oznakowana droga prowadzi do parkingu, skąd można podejść do leżacych po obu jej stronach wykopalisk. Najpierw kierujemy się do Skarbca Atreusza (zwanego również grobem Agamemnona), który robi niesamowite wrażenie - wielkie głazy ułożono tutaj w kształcie ula, tworząc tolos - już sama droga do grobowca robi wrażenie, ale trzeba wejść do środka by poczuć prawdziwą potęgę tej starożytnej budowli.
Następnie idziemy do samej twierdzy w Mykenach. Dzisiaj niestety z olbrzymich "cyklopowych" murów pozostały przeważnie ruiny. Największe wrażenie robi całość widziana z góry - dostrzec można, że budowano rzeczywiście z rozmachem.
Następnie idziemy do samej twierdzy w Mykenach. Dzisiaj niestety z olbrzymich "cyklopowych" murów pozostały przeważnie ruiny. Największe wrażenie robi całość widziana z góry - dostrzec można, że budowano rzeczywiście z rozmachem.
Typowo greckie krajobrazy - góry, morze, drzewa oliwne
Zejście do podziemi:
Jak podsumować Mykeny? Oczywiście trzeba do nich zajrzeć będąc w pobliżu, jednak z pewnością nie należą do najbaardziej widowiskowych miejsc w Grecji. Zwiedza się jednak dosyć sprawnie i szybko, a nastrój w Grobowcu Agamemnona jest naprawdę niezwykły.
Jedziemy dalej - do Nauplionu. Pogoda niestety niesprzyjająca. Na niebie dominują ciężki, stalowe (i deszczowe chmury), choć jest bardzo ciepło. Nauplion leży na wybrzeżu Argolidy i jest najmniej greckim z odwiedzonych przez nas miasteczek. Wąskie uliczki i rynek bardziej kojarzą się z wybrzeżem Dalmacji, z kolei samo nabrzeże uparcie przywołuje w pamięci myśl o Karaibach. Miasto było pierwszą stolicą nowożytnego państwa greckiego, jednak dziś pozostaje raczej senną turystyczną i wypoczynkową mieściną. 3 czerwca jest niemal puste, co widać na poniższych zdjęciach, co jednak wcale nam nie przeszkadza przejść się po uroczej starówce i raczej przemysłowym, portowym nabrzeżu.
Nauplion przez wiele lat był trudną do zdobycia twierdzą, o czym świadczą pozostałe do dzisiaj dwie twierdze. Pierwsza to Bourtzi - malowniczo położona na wyspie u wejścia do portu, na którą ostatecznie nie decydujemy się płynąć. Druga - Palamidi - jest nieporównywalnie większa, złożona z 7 fortów i góruje zarówno nad Nauplionem jak i całością okolicy. Nie trzeba chyba mówić że trzeba wejść po prawie tysiącu schodów licząc od miasta by popatrzeć na nie z góry i po prostu się zachwycić. Warto wejść do samej twierdzy (jest to muzeum) przede wszystkim ze względu właśnie na widoki wokół niej. Poza tym podziwiamy mury i sam rozmiar kompleksu panującego nad miastem. Z góry sa się także dostrzeć przepiękną plażę, położoną na tyle półwyspu na którym leży miasto i do której ostatecznie schodzę, by się pokąpać. Nadciaga deszcz, więc nie ma na plaży nikogo, woda jest bardzo ciepła w kontraście do oziębiającego się powietrza.
Uciekamy z Nauplionu w deszczu. Na dziś mieliśmy zaplanowany odpoczynek na plaży, więc z niego nici. Nie pozostaje nic innego jak znaleźć nocleg - na campingu w Drepano nie ma zatłoczenia, choć trochę gości już jest. Przeważnie starsi Niemcy, Holendrzy, w każdym razie ludzie z Europy Północnej. Do plaży mamy 100 metrów, deszcz ustaje jak przyjeżdżamy. Pomimo że nie jest już ciepło, korzystamy z uroków plaży i faktu, że ponownie jesteśmy na niej absolutnie sami. Widok pustych plaż będzie jednym z charakterystycznych dla tego wyjazdu. Nie mamy w zasadzie nic przeciwko temu..
Trasa dzień 10
Subskrybuj:
Posty (Atom)